Wspólne gotowanie. Czy to się sprawdza?

Kolejnym tematem "związkowym", który chciałam poruszyć w tym dziale jest gotowanie. Wiadomo, jeść trzeba. Czasem "na mieście", a czasem w domu. W obu przypadkach można to zrobić szybko albo "wykwintnie" - wszystko zależy od chęci i czasu. Ale żeby zjeść trzeba najpierw ugotować.

Z PUNKTU WIDZENIA KOBIETY 
D/
Szał na gotowanie nadal trwa, jest to nawet bardzo modne. Coraz częściej zwracamy uwagę na to co jemy. Staramy się aby było zdrowo, lekko, smacznie i ładnie. Ja chyba nie do końca popadałam w te trendy (póki co). Razem z mężem lubimy dobre jedzenie, ale uwierzcie, nie do końca jest ono niskokaloryczne czy beztłuszczowe. Przez co niestety mam małe problemy z rzuceniem swojego nielubianego brzuszka. Staram się jednak codziennie ćwiczyć, aby nie przybrać na wadze :)
Jeśli chodzi o kuchnię to jest u nas różnie. Często mamy ochotę na coś zupełnie innego, ale w końcu wybieramy coś, tak aby obojgu nam odpowiadało i smakowało. Zwykle - jeśli ja proponuję mój mąż grymasi, ale po spróbowaniu przyznaje, że było dobre. Zdarza się również odwrotnie - czyli on wybiera, ja grymaszę, po czym przyznaję, że mi smakowało. Ale mamy małą zasadę: jak już coś przygotowujemy to staramy się robić to razem. Wiadomo nie zawsze nam to wychodzi, ale zawsze cel jest jeden - wspólna kolacja. Ostatnio, bardzo rzadko przygotowujemy razem posiłki, ale mam nadzieję, że wkrótce  wszystko nadrobimy :)

Samo gotowanie: Zawsze stroniłam od kuchni. Ciężko było mnie zobaczyć „przy garach”. Wymigiwałam się jak się tylko dało, a moje tłumaczenie było jedno - "nie potrafię gotować, nie chcę i nigdy nie będę". I tu właśnie powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" sprawdza się idealnie. Gotować zaczęłam dopiero po ślubie. Kiedy pracowałam na 1/3 etatu, miałam dużo czasu, dlatego starałam się codziennie coś przygotować, jednak szybko mnie to nudziło. Zwłaszcza gdy próbowałam i zupa smakowała jak woda :) Natomiast mój mąż to wielki kombinator - z niczego potrafi zrobić coś. Lubi ostre potrawy i ciekawe smaki. Ja jednak nie lubię przesadzać, z przyprawami, ale z drugiej strony nie lubię mdłego jedzenia. Tak więc fantastycznie się uzupełniamy. Gotując razem zawsze mamy więcej pomysłów i inspiracji.

A więc, jeśli gotowanie to tylko razem! Inaczej to dla mnie męka.


Z PUNKTY WIDZENIA MĘŻCZYZNY
M/
Po raz kolejny mogę podzielić swoje życie na 2 etapy: „przed” i „po” poznaniu Mojej Żony.
„Przed”: nie gotowałem bo nie było takiej potrzeby – mama zawsze gotowała lepiej i smaczniej :)  Ja wyspecjalizowałem się w przygotowaniu jajecznicy. Zajmowałem się również grillowaniem i wszystkim co dało się położyć na grilla.
„Po”: Dużo czasu spędzaliśmy razem, więc trochę żeby zaimponować swojej Przyszłej Żonie, a trochę żeby spróbować czegoś nowego, zabrałem się za gotowanie. Dzięki temu odkryłem dwie rzeczy. Po pierwsze, zaczęło mi się to podobać, a to jest w gotowaniu najważniejsze. Po drugie, nie chwaląc się, wychodzi mi to całkiem nieźle (albo nikt jeszcze nie odważył się narzekać). Myślę również, że przez to  Moja Żona przekonała się do wspólnego gotowania. Mamy już nawet dwie książki kucharskie, które musimy przerobić :) Ostatnio trochę brakuje czasu, ale wspólne gotowanie to naprawdę duża przyjemność i frajda, które przebija tylko wspólne jedzenie tego co ugotowaliśmy.

Moi drodzy dajcie znać jak to jest u Was i czy potraficie zaciągnąć męża (żonę) do kuchni.
P.s. Może kiedyś stworze kolejny dział na blogu. Coś w stylu "Małżeńskie gotowanie ". Chcielibyście? 

Do następnego!   
Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger